wtorek, 8 kwietnia 2014

Rozdział czwarty

- Mówi ci coś może nazwisko Nick Scott? - spytałem blondyna, siedząc na sofie w salonie.
- Hmm.. raczej nie. - odpowiedział po chwili zastanowienia - ale zaraz czegoś poszukam. - dodał.
- Nie siedział, ale był karany dwa razy za poważne pobicie i za kradzież. - oznajmił mój przyjaciel po kilku minutach.
- Dobra, dzięki stary.
- Nie ma za co, a mogę wiedzieć kto to ten cały Nick?
- Niedługo wszyscy się dowiecie. - powiedziałem kończąc rozmowę.
Wszedłem po schodach na górę i zniknąłem za drzwiami łazienki. Zdjąłem z siebie ubrania i umyłem swoje ciało pod gorącym stumieniem wody. Założyłem biały ręcznik na biodra i gdy wszedłem do sypialni, wyciągnąłem czarne bokserki. Założyłem je i zająłem miejsce na łóżku koło Chanel. Jej twarz skierowana była w moją stronę, więc mogłem bez żadnych przeszkód podziwiać jej piękno. Chciaż w pokoju panował półmrok idealnie widziałem jej  rysy twarzy. Na moją twarz wkradł się uśmiech, a powieki powoli opadały. Chyba śpię.
Obudziłem się i po kilku mrugnięciach, aby przyzwyczaić oczy do jasnego światła, skierowałem wzrok na miejsce gdzie wczoraj usnęła Chan. Jednak nie zastałem jej w pozycji w jakiej usnęła. Dziewczyna była mocno wtulona w moją klatkę piersiową. Czułem jej spokojny oddech na mojej gołej skórze. Powoli wysunąłem się z pod niej i założyłem spodnie dresowe. Zszedłem do kuchni i wlałem wode do czajnika po czym położyłem go na gazie. Następnie wziąłem się za przygotowywanie śniadania. Wyciągnąłem chleb tostowy, a z lodówki ser i szynkę. Zrobione kanapki i włożyłem do tostera. Czekając na gotowe tosty zrobiłem dwie gorące herbaty.
- Hej. - usłyszałem głos Chanel za sobą. Zdecydowanie za cicho chodzi.
- Wyspałaś się? - uśmiechnąłem się, odwracając w jej stronę.
Pokiwała delikatnie głową w odpowiedzi i usiadła na krześle obok stołu. Podałem jej kubek z herbatą i gotowe tosty.
Wziąłem swoją porcje i usiadłem koło szatynki. Po zjedzonym śniadaniu, włożyłem talerze do zmywarki.
- Odwieziesz mnie do domu? - zapytała patrząc na mnie.
- Nie. - jej mina, bezcenna.
- Dlaczego? - podniosła brew.
- Zapytałaś więc ci odpowiadam. - powiedziałem na co dziewczyna wywróciła tylko oczami.
- Harry wiesz, że mam nogi i bez problemu moge pójść na piechotę.
- Nigdzie nie pójdziesz. - uśmiechnąłem się.
- Skąd taka pewność?
- Jeśli będzie trzeba, przykłuję cię do kaloryfera. Nie wyjdziesz stąd bez mojego pozwolenia.
- Harry jestem dorosła, a pozatym o czternastej muszę być w pracy. - wkurzyła się.
- Zadzwoń do szefa i powiedz, że jesteś chora.
- Dlaczego tak bardzo nie chcesz, żebym wyszła z tego domu?
- Kurwa dość! Nie wyjdziesz i koniec tematu! - moja dłoń mocno uderzyła w stół. Wyszłem z kuchni i usiadłem na kanapie w salonie, włączając TV.

     ~ Chanel ~
Wbiegłam po schodach do łazienki po czym zakluczyłam drzwi. Zaczynał mnie powoli przerażać. Nie znam go. Nie wiem do czego jest zdolny. Jest dla mnie obcym człowiekiem, tak jak ja dla niego. Dlaczego więc poprostu nie da mi stąd wyjść? Usiadłam na ziemi podkurczając nogi. Wyciągnęłam z kieszeni dresów swoją komórkę i zadzwoniłam do szefa. Pieniądze były mi potrzebne, dlatego nie chciałam tracić pracy przez jakiegoś idiotę. Na szczęście szef zrozumiał i nie robił mi żadnych kłótni. Rozłączyłam się i odetchnęłam z ulgą. Usłyszałam pukanie do drzwi łazienki, a po chwili zobaczyłam ruszającą się klamkę.
- Chan możemy porozmawiać? - usłyszałam głos Harry'ego.
- Nie. - nie wiem już czy byłam na niego zła, czy przerażona tym co może zaraz zrobić.
- Chanel nie wkurwiaj mnie. Otwórz drzwi.
- Przestań dyktować mi co mam robić! Nie jesteś kurwa moją matką! - krzyknęłam co chyba nie było moim najlepszym pomysłem. Nie odzywał się. Wstałam i zaczęłam obawiać się każdego mojego ruchu.
- Otwórz te cholerne drzwi. - powiedział przez zęby i uderzył ręką w drzwi na co zrobiłam mały krok w tył.
Sama nie wiem po co, ale zebrałam w sobie całą odwagę i otworzyłam drzwi. Spotkałam się z jego czarnymi tęczówkami, które wcześniej miały zieloną barwę. Złapał mnie za nadgarstek i przygwoździł swoim ciałem mnie do ściany. Moje ręce zostały umieszczone nad moją głową, a jego twarz dzieliło tylko kilka centymetrów od mojej.
- Takie dziewczynki jak ty nie powinny używać takich brzydkich słów. - stwierdził.
- Ktoś powinien nauczyć cię szacunku. - szepnął prosto do mojego ucha po czym złożył delikatny pocałunek na moim policzku. Szarpnął mnie za ręke i ciągnął za sobą, aż znaleźliśmy się w garażu. Wepchnął mnie do jednego z czterech stojących tam aut. Sam otworzył bramę garażu i usiadł na swoim miejscu. Odpalił silnik i ani się obejrzałam, już miał sto trzydzieści na liczniku. Krzyczałam w środku, żeby zwolnił, pytałam gdzie jedzie, jednak żadne słowo nie wydostało się z moich ust. Po chwili zaczęłam rozpoznawać uliczki przez które przejeżdżaliśmy. Te same domy, ludzie i stoimy pod moim domem. Chwilę siedziałam zdezorientowana nie wiedząc co mam zrobić. Gdy w jednej sekundzie wszystko do mnie dotarło, otworzyłam szybko drzwi samochodu i pobiegłam do swojego domu. Chyba nigdy w życiu się tak nie cieszyłam wchodząc do tego domu. Weszłam do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko wtulając w poduszkę. Poczułam wibracje mojego telefonu w kieszeni. Wyciągnęłam go i przeczytałam wiadomość od Holly.
"Nie masz może ochoty na małe zakupy? xx"
Uśmiechnęłam się myśląc o zakupach, jednak nie miałam ochoty dziś już na nic. Chciałam poprostu przespać cały dzień.
"Kuszące, ale nie mam siły ani humoru, przepraszam x"
Nie musiałam długo czekać na jej odpowiedź.
"W takim razie 10 minut i jestem xx"

__________________________________________________

Macie kolejny rozdział ode mnie, więc czekam na wspaniałe komentarze od was ;)


poniedziałek, 31 marca 2014

Rozdział trzeci

Trochę niższy ode mnie mężczyzna około dwudziestu pięciu lat. Na twarzy można było dostrzec kilkudniowy zarost i ciemne jak dno oceanu oczy. Spojrzałem na moją Chanel. Przerażoną Chanel.
- Czego chcesz? - wyjąkała cicho.
- Kto to jest? - spytałem Chan.
Złapałem ją w talii i przyciągnąłem bliżej siebie.
- Co jest Chan? Nie poznajesz mnie? - łatwo było usłyszeć ironię w jego głosie.
Zbliżył się do niej, a dziewczyna schowała się za moimi plecami w dłoni miażdżąc skrawek mojej koszuli.
- Ochroniarza sobie kurwa wynajęłaś czy na dziwkę poszłaś?
Moje wargi zacisnęły się w cienką linię, a mieśnie odrazu napięły. Bez wahania moja pięść znalazła się na jego twarzy. Nikt kurwa nie będzie jej wyzywał! Nikt!
- Na drugi raz pomyśl zanim coś powiesz. - ostrzegłem go.
Facet otarł dłonią krew, która bez żadnych przeszkód wypłynęła z jego nosa.
- Harry... chodź, proszę - ułyszałem cichy, drżący głos Chanel tuż koło mojego ucha.
Ojąłem ją ramieniem i mocno trzymałem przy sobie, idąc w dół ulicy. Muszę się o nim czegoś dowiedzieć, a przede wszystkim skąd znał Chanel. Jeszcze z nim nie skończyłem...
Była naprawdę ładna pogoda i zapowiadał się wspaniały dzień, ale wszystko musiał zniszczyć jeden pierdolony kutas!
Zatrzymaliśmy się przed knajpką z kebabami. Otworzyłem jej drzwi i wpuściłem jako pierwszą do środka. Lubiłem tu przychodzić. Czarno czerwone ściany, a na nich spora ilość obrazów. Ładny wystrój i najlepsze kebaby w Londynie. Zajęła stolik w rogu, a ja poszłem zamówić dla nas jedzenie. Zapłaciłem i usiadłem na przeciwko Chan. Patrzyłem na nią czekając, aż sama coś opowie mi o tamtym chłopaku, ale najwidoczniej teraz interesowały ją tylko swoje palce.
- Może mnie oświecisz - przeniosła swój wzrok na mnie. - Kto to był? - zapytałem niecierpliwie wyczekując odpowiedzi.
- Mój były. - rzekła tak cicho, że zacząłem się zastanawiać czy dobrze zrozumiałem co powiedziała.
Chyba nie musiało być między nimi dobrze, skoro on ją wyzwał, a ona patrzyła na niego jakby zoabczyła ducha. Jestem bardzo ciekawy podowu ich rozstania.
- A coś więcej? Co się stało, że teraz jest byłym?
- On... on znęcał się nademną, bił mnie, zamykał w jakimś dziwnym pokoju bez odrobiny światła... - mówiła, a jej oczy coraz bardzie błyszczały od łez, które powoli zaczęły się gromadzić.
- Przestań. - nie potrafiłem tego dalej słuchać, nie umiałem patrzeć jak bardzo cierpi po każdym wypowiedzonym słowie. Wtedy po raz pierwszy poczułem tak ogromną chęć zabicia człowieka.
- Miał powód? - zapytałem chociaż wątpiłem w jaki kolwiek podów. Chyba, że był takim idiotą że dla niego powód to była zwykła błachostka.
- Zdradziłam go. - spuściła głowe, tracąc ze mną kontakt wzrokowy.
Chanel i zdrada? W sumie nie znałem jej długo, ale nie umiałem uwierzyć w coś takiego.
- Któregoś dnia on po prostu zniknął, każdy mówił, że zginął w wypadku. Nie dawał żadnego znaku życia, z nikim nie utrzymywał kontaktu. Cały czas trzymałam się tej myśli, że on nie żyje, jednak nigdy nie miałam pewności. Nigdy na cmentarzu nie pojawił się nagrobek z jego nazwiskiem. - powiedziała wolno ze strachem w głosie, nadal na mnie nie patrząc.
- Podaj mi jego nazwisko. - poprosiłem, gdy po chwili kelnerka przyniosła nam kebaby.
- Scott. Nick Scott. - powiedziała niepewnie.
Po tej informacji zacząłem jeść swojego kebaba. Obserwowałem jak Chanel dłubie plastikowym widelcem w jedzeniu, podczas gdy w mojej głowie rodził się genialny plan.
Po około dziesięciu minutach wyszliśmy dziękując za posiłek. Na niebie zbierały się szaro czarne chmury. Nie ma to jak piękna pogoda, a potem burza. Przyciągnąłem chłodne ciało Chanel do swojego i szybszym krokiem wracaliśmy do domu. Jak na złość musiało się rozpadać. Wziąłem ją na ręce. Dziewczyna oplotła rękami moja szyję, a nogami biodra wtulając się we mnie jak tylko było można. Pozwoliłem jej stanąć na własnych nogach dopiero przy moim czarnym BMW.
- Wsiadaj. - otworzyłem jej drzwi do auta.
- Nie mogę, ojciec będzie zły. - mówiła mrużąc oczy przez coraz większy deszcz.
- Będziesz się nim przejmować?
- Nie, ale on się wścieknie jak zobaczy, że mnie nie ma w domu.
- Nie będzie, wsiadaj. - powiedziałem, a Chan weszła powoli do auta.
Obeszłem samochód dookoła i wyciągnąłem z bagażnika niebieski koc. Usiadłem na fotelu dla kierowcy.
- Trzymaj. - podałem jej koc.
- Dziękuję. - westchnęła i obabuliła się kocem.
Włączyłem wycieraczki i jechałem przez ulice Londynu prosto do swojego domu. Zerknąłem na Chanel, która była zawinięta w miękki koc po czubek nosa. Uśmiechnąłem się delikatnie. Moja mała, piękna Chanel. Zaparkowałem w garażu samochód i weszliśmy do środka mojego domu.
- Chodź przebierzesz się. - złapałem ją za dłoń i poprowadziłem do mojego pokoju.
Wyciągnąłem z szafy swoje szare dresy i granatową koszulkę po czym podałem je Chan. Zaprowadziłem ją do łazienki i zostawiłem samą schodząc do kuchni. Zaparzyłem jej zieloną herbatę. Dziewczyna po kilku minutach weszła do kuchni w moich suchych ciuchach. Podałem jej gorący kubek i poprowadziłem do salonu. Widać, że jest zmęczona, więc zaraz napewno zaśnie. Usiedliśmy na kanapie i brunetka oparła swoją głowę na moim ramieniu popijając gorący napój. Po kilku łykach odłożyła kubek na stolik i złapała moją dłoń bawiąc się palcami. Dlaczego tak bardzo chcę ją mieć przy sobie? Dlaczego wszystkie moje myśli są związane właśnie z tą dziewczyną? Dlaczego chcę ją ochronić i dbać o jej bezpieczeństwo chodźby nie wiem co się miało zdarzyć? Te i wiele innych pytań zostawie bez odpowiedzi. Nie wiem jakby ta odpowiedź brzmiała, nie umiałbym tego wyjaśnić. Pocałowałem ją delikatnie w głowę i zorientowałem się, że moja księżniczka usnęła. Wziąłem ją na ręce w pozycji panny młodej i zaniosłem po schodach do sypialni. Wymruczała coś niewyraźnie i przekręciła się na lewy bok. Po cichu zamknąłem drzwi i zszedłem na dół zadzwonić. Włączyłem swoją komórkę i zobaczyłem sześć nieodebranych połączeń od Niall'a. Zadzwoniłem do niego. Chłopak odebrał po trzecim sygnale.
- Harry co się z tobą działo przez cały dzień? - zapytał mój przyjaciel gdy tylko odebrał.
- Byłem zajęty.
- Czym? A może raczej kim? - zaśmiał się.
- Mam sprawę...

_______________________________________________

Przepraszam, że tak późno dodaję, ale miałam sporo nauki w tamtym tygodniu, a w weekend nie było mnie w domu. Także jeszcze raz przepraszam i jeśli będzie całkiem sporo komentarzy to postaram się do czwartku kolejny rozdział dodać ;*

środa, 19 marca 2014

Rozdział drugi

~ Chanel ~
Starałam się być jak najciszej, żeby nie usłyszał mnie ojciec. Napewno jest już sporo po dwunastej, a on nie śpi, więc nie chcę się z nim już widzieć. Głupia, skrzypiąca podłoga.
- Chanel! - ryk mojego ojca rozniósł się po całym domu. Znieruchomiałam.
Zacisnęłam powieki i zaczęłam cicho błagać żeby dał mi spokój. Szybszym krokiem weszłam do pokoju. Najchętniej zamknęłabym się na dziesięć spustów, lecz mój kochany tatuś zabrał mi jedyny klucz jaki miałam. Ciekawa jestem, w którym kącie tego domu go schował. Usiadłam na łóżku próbując nie myśleć kto stoi za drzwiami. Napisałam do Holly - mojej przyjaciółki, z którą byłam w klubie, że już jestem w domu. Po co ma się niepotrzebnie martwić.
Nagle drzwi do mojej sypialni zaczęły się powoli otwierać. Nie. Prosze, idź stąd. Stanął w nich oczywiście mój ojciec, ledwie trzymając się na nogach. Żadna nowość.
- Gdzie byłaś? - wybełkotał podpierając się futryny.
Cisza.
- Zadałem ci pytanie. Gdzie byłaś?
- Nie sądzę żeby ta informacja była potrzebna ci do życia, którego nie masz. - powiedziałam wstając z łóżka.
- Nie pozwalaj sobie. - zaczął kiwać mi palcem przed twarzą.
- Na powiedzenie prawdy?
Nie minęła sekunda i dostałam w twarz. To było dla mnie bardziej upokażające niż, żebym odczuwała jakikolwiek ból. To jemu powinnam przywalić, zepchnąć ze schodów, dosypać jakiegoś gówna do picia, żeby teraz on pocierpiał. Przez te wszystkie lata, żeby w końcu on poczuł co to ból!
Wyszedł. Przebrałam się szybko w luźną koszulkę i wskoczyłam pod ciepłą kołdrę. Sen, marzenia, piękne miejsce. Tylko moja wyobraźnia, mój świat i nikt nie ma prawa mi w tym przeszkodzić.

~ Harry ~
Od rana chodziłem od zegarka do zegarka i modliłem się żeby już była siedemnasta. Każda minuta ciągnęła się niemiłosiernie długo. Chcę już ją zobaczyć. Czy czas nie może trochę przyspieszyć? W końcu usiadłem przed TV i trfiłem na mecz. Może szybciej mi zleci.
Mecz się skończył, a mi została ponad godzina. Wyciągnąłem z szafy czarne jeansy i granatową koszulę po czym się przerałem. Umyłem zęby i poprawiłem włosy. Będę wcześniej. Trudno.
Wsiadłem w samochód i jechałem prosto do mojej Chanel. Włączyłem radio i po kilku minutach byłem już pod domem mojego skarba. Przeczesałem ręką swoje loki do tyłu i stanąłem przed drzwiami jej domu. Nacisnąłem dzwonek, który w sekundzie rozniósł się po całym domu. Po chwili drzwi się otworzyły, a w nich stanął anioł. Patrzyła na mnie swoimi pięknymi, błękitnymi oczami, a jej kasztanowe fale spoczywały na jej ramionach.
- Harry, co tu robisz? - zaptała unosząc brwi ze zdziwienia.
- Umówiliśmy się na dzisiaj skarbie.
Nie odpowiedziała. Patrzyła wszędzie, tylko nie na mnie.
- Przejdziemy się?
Przygryzła dolną wargę i lekko pokiwała głową. Złapałem ją za dłoń i prowadziłem w strone pobliskiego parku.
- Opowiedz mi coś o sobie. - powiedziałem widząc iskierki strachu w jej oczach.
- Praktycznie się nie znamy. - odpowiedziała niepewnie.
- Dlatego chcę cię poznać.
- Um... To co chcesz o mnie wiedzieć?
- Wszystko, ale czemu wcześniej nigdy cię nie spotkałem? Mieszkamy w sumie nie daleko od siebie.
- Musiałam się tutaj przeprowadzić od śmierci mamy, czyli mieszkam tu od niecałych dwuch miesięcy. - zauważyłem łze na jej różowym policzku, którą po chwili wytarła skrawkiem bluzy.
- Przykro mi. - bąknąłem po czym przytuliłem ją.
- Ale masz przecież jeszcze tate, tak? - pokręciła przecząco głową.
- Mówiłaś, że mieszkasz z tatą.
- Mieszkam, ale on się mną nie interesuje.
- Nie mów tak. Na pewno bardzo cię kocha.
- Harry alkoholicy nie mają uczuć.
Odsunęła się ode mnie i usiadła na drewnianej ławce. Zająłem miejsce koło niej. Chyba rozumiem dlaczego nie chciała wczoraj wracać do domu.
- Chan zamieszkaj ze mną, nie chcę żebyś z nim mieszkała.
-To nie jest dobry pomysł Harry. Jesteś dla mnie obcym człowiekiem.
- Przemyśl to jeszcze, tak będzie lepiej. - pokiwała delikatnie głową.
Nie chciałem już więcej zamęczać jej pytaniami na temat jej ojca. Na pewno nie jest to dla niej łatwe. Nie chcę żeby z nim mieszkała. Nie mam pojęcia co on może jej zrobić.
- Głodna? - zapytałem zmieniając temat.
Uśmiechnęła się i pokiwała ochoczo głową.
- Taka bardziej mi się podobasz.
Wolnym krokiem szliśmy do mojej ulubionej restauracji, gdy jakiś facet przechodząc koło nas szturchnął Chanel w ramię.
- Sory. - powiedział patrząc na mojego skarba.
Miałem już coś powiedzieć.
- Chanel? - zapytał z uśmiechniętą mordą. Oni się znają?
_____________________________________________________

Dziękuję za te wszystkie wspaniałe komentarze pod pierwszym rozdziałem! <3
Ten taki trochę nudny, ale mam nadzieję, że nie jest najgorszy. Czekam na wasze motywujące komentarze ;*